poniedziałek, 20 sierpnia 2012

91) Fanaberie


Czasami warto sięgnąć po lekką, przyjemną, motywującą książkę. Przeczytać o problemach innych, które w iście magiczny sposób kończą się happy endem. I taką właśnie książką są „Fanaberie” autorstwa Jolanty Wrońskiej, która już we wrześniu pojawi się na półkach polskich księgarni.

Klara Werner jest właścicielką świetnie prosperującej sieci cukierni. Niestety jej życie ostatnio trochę się skomplikowało. Jej dobrze zapowiadający się adorator okazał się zwykłym nieporozumieniem. Natomiast bezwzględny król biznesu Arnold Lejman chce przejąć jej firmę. Kiedyś Klara odrzuciła jego względy, a teraz musi za to zapłacić. Ale w końcu od czego są przyjaciele i dorastające dzieci Klary, których sprytu i samodzielności chyba nie doceniła. Czy uda jej się uratować firmę? Czy odnajdzie w końcu szczęście w życiu nie popadając w biznesowe i miłosne kłopoty?

Bardzo lubię, od czasu do czasu, sięgnąć po książki ze znanym i utartym schematem (a jednak zawsze trochę innym) pojawiającym się w literaturze kobiecej. Najpierw nieszczęście, kłopoty, a potem powoli, powoli zbliżamy się do końcowego punktu, w którym wszyscy są szczęśliwi. Może i w każdej książce tego gatunku wygląda to (mniej więcej) tak samo, ale jednak miło można spędzić czas z taką historią. Taką książką są właśnie „Fanaberie”. Już na początku historia Klary nie wydawała się różowa. Poznajemy jej smutne, nieszczęśliwe dzieciństwo, jej upadki i wzloty, by zatrzymać się na obecnej sytuacji, która również nie przedstawia się wesoło. Zakończenie jednak okazuje się być o wiele przyjemniejsze.

Bardzo spodobało mi się w tej książce połączenie historii dwóch pokoleń: Klary i jej dzieci. Na początku powieści były one prowadzone przez autorkę zupełnie oddzielnie, by w pewnym punkcie ciekawie się połączyć. Córki Klary - Zuza i Matylda oraz syn – Jonatan stanowią bardzo dobrane towarzystwo. Świetnie się dogadują, wspierają, czasami nie obejdzie się bez licznych kłótni. To wszystko sprawia, że są wyjątkowi. Każda z postaci opisanych w tej książce wydawała mi się bardzo rzeczywista. Miałam wrażenie jakbym czytała o prawdziwych osobach, które można spotkać na ulicy.

Jedynym zastrzeżeniem jakie mogę mieć co do tej książki to jej język. Czasami widziałam w powieści błędy, które rzucały się w oczy. Widać, że jest to książka – debiut, gdyż styl autorki nie jest jeszcze wyrobiony. Jednakże jak na pierwszy raz autorki, książka przedstawia się bardzo dobrze. Z pewnością kolejne powieść Jolanty Wrońskiej będą o wiele lepsze. Warto również zwrócić uwagę na dynamikę akcji zawiązanej w powieści. Czytając książkę nie można się nudzić. Jolanta Wrońska idealnie rozłożyła co ciekawsze wydarzenia na stronach książki. Jest to zatem duży plus „Fanaberii”. Wspomnę również o tym, że książka głównie opiera się na temacie giełdy, spółek akcyjnych i innych biznesowych sprawach. Jeżeli kogoś to nie interesuje, albo wręcz unika takich tematów niech po książkę nie sięga, ponieważ będzie się po prostu nudził. Jeżeli natomiast komuś biznesowe sprawy są obojętne w takim razie niech przeczyta tę książkę – może ten temat okaże się być dla niego idealny?

Podsumowując, „Fanaberie” to książka ciepła, pełna humoru, z którą można miło spędzić czas. Mimo, że jest to typowe czytadło warto po nią sięgnąć. Polecam ją nie tylko wielbicielkom powieści typowo kobiecych, ale także innym zainteresowanych tematem jakiego dotyczy książka. Warto przeczytać tę książkę, gdyż przedstawia ciekawą historię, która wciąga od pierwszej przeczytanej strony.

Moja ocena: 5/6

Tytuł: Fanaberie
Autor: Jolanta Wrońska
Wydawnictwo: Świat Książki
Data premiery: 19 września 2012

Za przedpremierowy egzemplarz dziękuję wydawnictwu Świat Książki.
 
 ***

Powróciłam do blogowego świata! Przeczytałam parę książek w czasie mojej nieobecności i mam nadzieję, że niedługo pojawią się ich recenzje. Na obozie było przewspaniale:) Może jutro napiszę nową notkę i pokarzę Wam w niej parę zdjęć z obozu. Zobaczymy jak to wyjdzie:)

22 komentarze:

  1. czasem faktycznie warto sięgnąć po coś lekkiego :) zapamiętam tytuł, jak poczuję potrzebę, to się za nią rozejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm... Może kiedyś? ;p Na razie na mojej liście priorytetów jest co innego ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam piec ciasta, ciasteczka, tarty. Temat cukierni w książkach od pewnego czasu bardzo polubiłam i namiętnie szukałam po różnych portalach internetowych. Na początku recenzji chciałam po nią sięgnąć, ale zmartwiła mnie jej druga strona. Biznes i finanse to nie jest coś co mnie interesuje. Dlatego raczej nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Co jak co, ale okładka apetyczna ;)
    Samemu raczej tej książki nie kupię, ale jeśli będę mieć okazję gdzieś pożyczyć, czemu by nie, fabuła całkiem ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z jednej strony autorka rzeczywiście posłużyła się bardzo utartym schematem, ale z drugiej książka i tak mnie zaskoczyła - nie pomyślałabym, że znajdę w niej aż tyle ekonomii :) Jak dla mnie super!

    OdpowiedzUsuń
  6. Także lubię od czasu do czasu przeczytać takie lekkie lektury. Jeszcze do tego okładka jest cudowna ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hm, w sumie to czemu nie :3 Wydaje się być dobra, żeby oderwać się od świata i spędzić miło czas :p A poza tym zauważyłem, że dużo książek ma swoje premiery 19. września. Ciekawe czemu O_o?

    OdpowiedzUsuń
  8. Taką książkę z chęcią przeczytam w czasie roku szkolnego, bo wtedy coś lekkiego idealnie się sprawdza, a na razie będę męczyć bardziej ambitne tytuły ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Fabuła ciekawa i dobrze, że przeczytałam Twoją recenzję, bo okładka w ogóle mnie nie zachęca. A tak, kto wie, kto wie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ta ksiązka jest idealna dla mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wszędzie pełno recenzji tej powieści, jednak ja tego typu książki staram się ograniczać do minimum.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Debiut polskiej autorki? Muszę to bliżej zbadać ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja właśnie nie lubię takich schematycznych, kobiecych książek. I choć o "Fanaberiach" jak dotąd czytam wiele dobrego, to nie jestem do tej książki całkiem przekonana.

    OdpowiedzUsuń
  14. Przesłodka okładka a ja właśnie jadłam takową babeczkę:)

    Książka wydaje się być równie lepka, wciągająca, trochę serialowa? Przeczytałabym, chociaż nie ma dreszczy.

    written-by-bird.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Okładka bardzo ładna, ale to nie ona skłania mnie do sięgnięcia po tę powieść. Lubię cukiernie, zwłaszcza po przeczytaniu ,,Cukierni pod Amorem", więc i po ,,Fanaberie z chęcią sięgnę":)

    OdpowiedzUsuń
  16. Przydałaby mi się teraz taka lekka powieść.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja mam ostatnio taki zator z czytaniem, że nie biorę na siebie żadnych nowych pozycji, więc póki co podziękuję za tę książkę:) Bynajmniej brzmi ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Aż zgłodniałam przez to ciastko na okładce. :)Ostatnio przeczytałam wiele podobnych lekkich i ciepłych książek, więc po "Fanaberie" też z chęcią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie książkę raczej się nie skuszę, nie za bardzo mnie ona interesuje. ;)

    OdpowiedzUsuń