piątek, 30 listopada 2012

105) Wichrowe Wzgórza


Chyba nie ma takiej osoby, która nie słyszałaby o „Wichrowych wzgórzach”.  Jedyna powieść Emily Bronte jest znana jako klasyk. Już nawet wiktoriańscy krytycy wyrażali swoją opinię o niej, uważając, że jest to książka ekscentryczna, a nawet brutalna. Czy moja opinia zgadza się z tym stwierdzeniem? Czy „Wichrowe wzgórza” to książka warta przeczytania?

Książka zaczyna się w momencie kiedy do Thrushcross Grange przybywa pan Lockwood, który wynajmuje dom od właściciela posiadłości, pana Heartcliffa. Poznaje w tym domu historię dwóch rodzin: Earnshaw i Linton, a także tajemniczego Heartcliffa. Dowiaduje się o jego miłości do Catherine – miłości burzliwej, prawdziwej, a może nawet trochę strasznej.

Skończywszy czytanie tej książki byłam przede wszystkim zaskoczona. Znając inne dzieła sióstr Bronte spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Potem przyszło przerażenie, a jednocześnie zachwycenie. Niewiarygodne, jakie zmienne uczucia może wywołać jedna książka. Jest to powieść wzbudzająca przeróżne uczucia – pozytywne, a jednocześnie negatywne. Jednemu może się spodobać, innemu – wręcz przeciwnie.

Zainteresowała mnie w tej książce przede wszystkim jej budowa. Historia bohaterów książki została opisana przez panią Dean. Kobieta ta opowiada dzieje mieszkańców Wichrowych Wzgórza panu Lockwoodowi, który tymczasowo zamieszkuje w Thrushcross Grange. Razem z panem Lockwoodem czytelnik dowiaduje się jak potoczyły się losy rodzin Earnshaw i Linton. „Wichrowe Wzgórza” charakteryzują się również długimi wypowiedziami bohaterów oraz długimi opisami. Czasami jest to dość nużące jednak nie przeszkadzało mi to w czytaniu. Charakterystyczny jest również język książki, typowy dla okresu w którym powieść powstała.

Bohaterowie w tej książce są niezwykli, a zarazem przerażający. Żadna z postaci nie przypadła mi do gustu. Czytając historię opisaną w „Wichrowych Wzgórzach” ani razu nie uśmiechnęłam się na wzmiankę o bohaterze. Według mnie postaci wykreowanych przez Emily Bronte po prostu nie da się lubić. W swoim  zachowaniu są niemiłe, szorstkie, nieprzyjemne. A jednocześnie, jestem pewna, że nigdy nie zapomnę Heartcliffa, Cathrine oraz innych bohaterów, ponieważ są oni jedyni w swoim rodzaju.

Podsumowując, teraz już wiem dlaczego krytycy wiktoriańscy uważali to dzieło za książkę ekscentryczną, a nawet brutalną. Bo taka jest ta powieść. Książkę tę zdecydowanie warto przeczytać. Jednak uważam tak ponieważ według mnie każdy powinien znać klasyki. Sytuacja ma się trochę jak mój stosunek do większości lektur szkolnych (ale nie wszystkich). Lektury zazwyczaj niezbyt mi się podobają, a jednak czytam je, ponieważ wiem, że są to ważne książki. Tak też jest z „Wichrowymi Wzgórzami”. Warto tę książkę przeczytać, by samemu przekonać się jaka ona tak naprawdę jest. A nasza opinia nie musi się zgadzać z opiniami innych.

Moja ocena: 5/6

Tytuł: Wichrowe Wzgórza
Autor: Emily Bronte
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 287
Rok wydania: 2009

Książkę otrzymałam od księgarni Gandalf, gdzie można zakupić tę powieść:

niedziela, 25 listopada 2012

104) Duma i uprzedzenie


Od czasu do czasu lubię przeczytać luźną książkę, która pozwoli mi odpocząć od cięższych lektur. Z takim zamiarem sięgnęłam po „Dumę i uprzedzenie” autorstwa Jane Austen. Do tej pory udało mi się przeczytać jeszcze jedną książkę tej autorki -„Emmę”, która wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Czy i tym razem będzie podobnie?

W czasach, które opisuje Jane Austen niezbyt zamożny ojciec musiał szukać okazji do tego by wydać córki za odpowiednich kawalerów. Przed takim właśnie zadaniem stał pan Bennet, który ma aż pięć córek. Pragnie aby jego córki były szczęśliwe, a nade wszystko zamożne. Kiedy więc zaczynają krążyć plotki, że do pobliskiej posiadłości ma się sprowadzić bogaty mężczyzna, rodzina państwa Bennet jest wielce uradowana. Nikt jednak nie spodziewał się jak potoczą się losy córek…

Od pierwszej przeczytanej strony czuć wspaniały klimat, którym ta książka jest cała przesiąknięta. Nie da się go nie zauważyć. Panie w sukniach, wspaniałe mieszkania, urocze krajobrazy. To wszystko sprawia, że książka jest wprost magiczna. Uroku dodają powieści również ciekawe wątki jakie Jane Austen postanowiła wpleść w swoją książkę. A głównie chodzi mi o wątek miłosny. Lubię czasami przeczytać romans, a najchętniej sięgam po romans historyczny. „Duma i uprzedzenie” okazało się być wspaniałą książką tego gatunku.

Najbardziej obawiałam się tego, że książka będzie dla mnie do końca niezrozumiała. Bałam się, że co drugie słowo w tej powieści będzie archaizmem tak, że drugą książką jaką przy okazji przeczytam będzie słownik. Moje obawy okazały się zupełnie niesłuszne. Jane Austen posługiwała się zdecydowanie innym językiem od tego dobrze znanego ze współczesnych powieści. Mimo, że innym, ale zrozumiałym, a do tego bardzo ładnym, który mnie naprawdę urzekł.   

Bohaterów, Jane Austen, potrafiła wykreować taki, jak nikt inny chyba nie potrafi. Wszystkie postacie występujące w tej książce są niepowtarzalne i wyjątkowe. Moją ulubioną bohaterką od razu stała się Elizabeth Bennet. Jest to bardzo sympatyczna i miła postać, która na długo zapadnie mi w pamięci. W tej książce nie da się nie zauważyć licznych perypetii jakie spotkamy chyba w każdej książce Austen. Autorka opisuje je w sposób ciekawy i interesujący.

Podsumowując, spodobała mi się książka „Duma i uprzedzenie”. Od pierwszej przeczytanej strony wiedziałam, że będzie to jedna z moich ulubionych książek. Proza Jane Austen ma specyficzny charakter, który bardzo mi się podoba. Polecam tę książkę miłośnikom powieści tej autorki, a także osobom, które lubią romanse historyczne. Z pewnością jeszcze nie raz przeczytam tę książkę.

Moja ocena: 6/6

Tytuł: Duma i uprzedzenie
Autor: Jane Austen
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 304
Rok wydania: 2006

Książkę przeczytałam dzięki księgarni Gandalf, gdzie również można nabyć tę powieść.

piątek, 23 listopada 2012

103) Nic nie trwa wiecznie


W poszukiwaniu szczęścia…


W życiu ludzie trafiają na różne przeciwności losu, problemy, kłopoty. Nie da się ich uniknąć. Jednak trzeba umieć sobie z nimi poradzić. Od tego są przyjaciele i rodzina. Ostatnio przeczytałam książkę „Nic nie trwa wiecznie” autorstwa Maureen Lee. W powieści autorka porusza wiele ciekawych zagadnień. Czy nie jest to jednak książka zupełnie taka sama jak wiele innych powieści obyczajowych?

Bohaterki tej książki to Brodie, Diana, Vanessa i Rachel. Ich życie nigdy nie było usiane różami. Małżeństwo Brodie nie układa się pomyślnie. Od kiedy jej córka stała się narkomanką nie może się dogadać z mężem. Diana porzucona przez matkę musiała samotnie wychowywać młodszych braci. Vanessa po tym jak jej narzeczony uciekł sprzed ołtarza zaczęła nałogowo jeść. Rachel natomiast to piętnastolatka, walcząca o swoje malutkie dziecko, które chce jej odebrać prawo. Los chciał aby coś je połączyło, aby stały się dla siebie bardzo bliskie. A jest to dom, w  którym wspólnie zaczynają mieszkać. Nie podejrzewały jak to zmieni ich życie…

Zwykła obyczajówka. Przyszło mi to na myśl od razu po przeczytaniu opisu. I taka naprawdę jest ta książka. Jednakże, kto czasami nie lubi przeczytać jakiejś mało wymagającej historii? Po przytłaczających, trudnych lektorach chętnie sięgam po lekką, przyjemną książkę. I taka właśnie jest powieść „Nic nie trwa wiecznie”. Maureen Lee napisała tę książkę prostym, lecz nie banalnym językiem. Akcja została tutaj wspaniale wykreowana tak, że nie można się nudzić czytając tę książkę. Powieść zachwyca również od strony wizualnej. Okładka została ciekawie dopasowana do treści książki. Od razu przyciąga wzrok czytelnika.

Książka ta jest również wyjątkowa przez problemy jakie autorka w niej poruszyła. Spotkamy się tutaj z narkomanią, otyłością, opuszczeniem, czy z młodą matką. Są to problemy obecne w naszym życiu lub w życiu znajomych, przyjaciół. Autorka na przykładzie swoich bohaterek pokazuje, że warto żyć i walczyć o swoje. Warto starać się przezwyciężać swoje słabości i nie martwić się opiniami innych. Wspaniałe jest to, że dzięki wspólnemu miejscu zamieszkania te cztery kobiety zaufały sobie i starały się sobie pomóc. „Nic nie trwa wiecznie” to książka o przyjaźni, o zaufaniu oraz o życiu. Życiu, które nie zawsze układa się tak jakbyśmy chcieli. A jednak trzeba iść naprzód i walczyć o szczęście. Brodie, Diana, Vanessa oraz Rachel są tego wspaniałym przykładem.

Bohaterki zostały wspaniale wykreowane w tej książce. Każda z nich ma niepowtarzalny, oryginalny charakter. Moją ulubienicą od razu stała się Diana, która opuszczona przez matkę, musiała sama wychowywać swoich braci. Nie załamała się tym, tylko ciężko pracowała. To ona połączyła te cztery kobiety. Byłam również pełna podziwu dla Rachel, która tak naprawdę była jeszcze dzieckiem kiedy stała się matką. Nie chciała oddać swojej małej córeczki i walczyła o nią. Brodie również życie nie powiodło się zbyt dobrze. Jej córka została narkomanką, a przez to często kłóciła się z mężem. Jednak to Vanessa była najbardziej nieszczęśliwa z nich wszystkich. Jej narzeczony opuścił ją w dniu ślubu. Załamana tym dziewczyna znalazła ukojenie w jedzeniu. I jadła, jadła … Szczerze jej współczułam i życzyłam szczęśliwego życia. Dla każdej z tych kobiet los nie był zbyt łaskawy, lecz one się nie załamały i chciały żyć dalej, żyć lepiej.

Podsumowując, „Nic nie trwa wiecznie” to zwykłe czytadło, może nie jest to książka wysokich lotów. Warto ją jednak przeczytać, gdyż historia tych czterech kobiet, Brodie, Diany, Venessy, Rachel, jest niezwykła. Niezwykłe jest to, że połączył je jeden dom, w którym wspólnie mieszkały. Jest to książka o przyjaźni, miłości, zaufaniu. Warto poświęcić jej kilka chwil. Polecam.

Moja ocena: 5/6

Tytuł: „Nic nie trwa wiecznie”
Autor: Maureen Lee
Wydawnictwo: Świat Książki
Data premiery: 10.10.2012
Ilość stron: 364

Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu Świat Książki.

piątek, 16 listopada 2012

102) Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek


O miłości do literatury...


Lubię dostawać listy, paczki i wszelkiego rodzaju inne przesyłki. Kto tego nie lubi? Nawet taka symboliczna kartka na święta sprawia tyle radości. Coraz częściej jednak radość z otwierania pakunków zamieniamy nowoczesnym sprzętem i możliwościami udogodnień. Łatwiej jest przecież włączyć komputer i napisać maila zamiast iść na pocztę, kupować znaczek i wysyłać list. Możemy również skorzystać z telefonu. Można wtedy porozmawiać, a nie pisać słowa i często długo czekać na odpowiedź. Jednak kiedyś tak nie było. Ludzie nie znali telefonów, komputerów, a radzili sobie. I to nawet bardzo dobrze. Czytając książkę „Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek” poznajemy właśnie takich ludzi, którzy bez współczesnych udogodnień potrafili nawet listownie zawierać znajomości.

Jest rok 1946. Juliet to młoda pisarka. Po udanym debiucie postanawia napisać kolejną książkę. Szuka nowego tematu, chce żeby jej powieść była wyjątkowa. Niespodziewanie dostaje list od Dawseya Adamsa, mieszkańca wyspy Guernsey, który kiedyś kupił książkę Juliet. Nawiązują oni korespondencję. Pisarkę coraz bardziej zaczyna wciągać niezwykły świat mieszkańców wyspy. Najwięcej jednak chce się dowiedzieć o Stowarzyszeniu Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek, które powstało w dość nietypowych okolicznościach.

Kierując się tytułem postanowiłam przeczytać tę książkę. Z pewnością mnie ona nie zwiodła. Ba, zachwyciła! Aż tak, że do tej pory nie mogę przestać o niej myśleć. Sam tytuł jest bardzo interesujący. Nie spotyka się często tak długich i ciekawych nazw książek. Kolejnym plusem, który z pewnością powinien przyciągnąć każdego mola książkowego jest owo tytułowe Stowarzyszenie. Uwielbiam czytać o książkach i o osobach je kochających, więc ta pozycja była dla mnie wręcz obowiązkowa. Dzięki tej książce poznałam bohaterów, którzy naprawdę kochają literaturę. I którzy żyją książkami.

Rok 1946, wbrew pozorom został ciekawie skomponowany w temat powieści. Po odzyskaniu wolności ludzie z wielkim bólem wspominają zdarzenia z czasów wojny. Opowiadają jak książki pomagały im zachować swoją tożsamość. Nie jest to więc książka o typowych działaniach wojennych,  obozach, wspomnieniach. Jest to natomiast powieść, w której wojna jest tylko tłem historycznym, ważnym dla książki, ale nie najważniejszym. Bo ważna jest tu miłości, do literatury i nie tylko.

Pozytywnie zaskoczyła mnie forma książki, gdyż cała historia została przedstawiona za pomocą listów. I to nie byle jakich! Napisanych pięknym jeżykiem, który od razu bardzo mnie urzekł. Wysyłane do różnych osób i przez różne osoby wspaniale wyrażają uczucia, emocje każdego z bohaterów. A jednocześnie pozwalają poznać te osoby pod względem ich zachowania, osobowości. Może się to wydawać niemożliwe – a jednak tak naprawdę jest.

Czym by jednak była książka bez bohaterów! A w tej powieści występują świetne postacie. Miłe, sympatyczne, wesołe, uśmiechnięte, radosne, ale również wzbudzające niechęć. Są to bohaterowie naznaczeni piętnem wojny i okupacji. Zmęczeni życiem, a jednocześnie pełni siły. Od razu polubiłam Juliet, a także wszystkich jej przyjaciół z Guernsey.

Podsumowując, „Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek” zalicza się do moich ulubionych książek. Jest to powieść do której się wraca., którą się wspominana i o której się nigdy nie zapomina. Serdecznie polecam i zachęcam do zapoznania się z tą pozycją. Z pewnością się nie zawiedziecie.

Moja ocena: 6!/6

Tytuł: Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek
Autor: Mary Ann Shaffer & Annie Barrows
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 254
Rok wydania: 2010

poniedziałek, 12 listopada 2012

Top10: Książki, które chcielibyśmy otrzymać w prezencie

Top 10 to akcja, przy okazji której na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - wypatruj nowych tematów.

Dziś przyszła pora na... Książki, które chcielibyśmy otrzymać w prezencie!

Po raz pierwszy biorę udział w tymże rankingu. Nie wiem czemu się wcześniej tego nie robiłam...


1. Miasto śniących książek

 2. Cukiernia pod Amorem
 
 
 3. Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa
 
 4. Trylogia Czasu

 5. Siostra, Potem

 6. Alibi na szczęście

 7.Krok do szczęścia

 8. Jeżycjada

 9. Felix, Net i Nika
 
10.Rodzina Dollangangerów


Tak przedstawia się mój ranking. Są to książki, o których dniami myślę, a nocami śnię. Koniecznie muszę je mieć, a nie ma to jak prezenty.:)
Czy Wy również chcecie posiadać te książki? Czy może Wasze gusta są zupełnie inne?

piątek, 9 listopada 2012

Liebster Blog...


 ... czyli zabawa też mnie dopadła.

Na blogach książkowych ostatnio pojawiła się kolejna zabawa, a mianowicie Liebster Blog, do której dwukrotnie zostałam nominowana. Odpowiem teraz na pytania Justilli i Moniki Gagat, gdyż to właśnie od nich otrzymałam zaproszenie do zabawy.

1.  Skąd wzięła się nazwa twojego bloga?
Kiedy zakładałam bloga w ogóle nie myślałam o nazwie. Kiedy wyskoczyła rubryczka z tytułem nic ciekawego nie przychodziło mi do głowy. Tak, więc została nazwa „Recenzje książek”.
2. Trzy cele, które zamierzasz zrealizować do końca tego roku?
Z pewnością będzie to średnia semestralna powyżej 4,75. Starłam się w tamtym roku, ale nie wyszło, więc teraz musi się udać!:) Oczywiście mam również cele książkowe, czyli pragnę zrecenzować wszystkie zaległe, przeczytane już książki. Koniecznie musze również nadrobić czytanie zaległych egzemplarzy recenzenckich, a także zakupów własnych
3. Gadżet, bez którego nie ruszysz się z domu?
Bardzo prosta odpowiedź – telefon. Ciężko jest mi się odnaleźć z myślą, że nie mam go przy sobie.
4. Co ostatnio kopiowałaś/eś? Innymi słowy, kliknij po prostu CTRL + V.
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/8933/felix-net-i-nika-oraz-pulapka-niesmiertelnosci - jak widać link do lubimyczytac.pl z książką, którą aktualnie czytam:).
5. Tytuł książki, która leży najbliżej ciebie?
„Zeszyt w kratkę” ks. Jan Twardowski
6. Ulubiony gatunek literacki?
Eh, nie lubię tego typu pytań. Na pewno nie jest to fantastyka, czy s-f. Książki o pozostałych gatunkach chętnie czytam:).
7. Gdybyś mogła/mógł zmienić się w zwierzę, jakie by ono było?
Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale z pewnością byłby to jakiś wolny ptak, który ma wiele przestrzeni życiowej.
8. Miejsce, w którym najchętniej byś zamieszkał/a to: centrum dużego miasta, małe senne miasteczko, wioska czy najlepiej bezludna wyspa (ew. środek lasu jak na nasze warunki)?
Małe senne miasteczko, czyli tam gdzie mieszkam. Podoba mi się w moim miejscu zamieszkania i jak na razie nie chcę go zmieniać.
9. Plecak czy torebka/torba na ramię?
Zdecydowanie plecak! Jest o wiele wygodniejszy.
10. Ulubiona liczba?
17 – mój ukochany numer z  dziennika. Zawsze szczęśliwy (no dobra, czasami;D).
11. Co o sobie myślisz?
Hmmm, jestem raczej nieśmiałą dziewczyną, która woli towarzystwo książek od ludzi. Nie wyobrażam sobie życia bez książek, ale musze przyznać, że przyjaciele są czasami niezastąpieni. Coż więcej mogę mówić…

1. Lepsze jest kłamstwo czy brutalna prawda?
Brutalna prawda. Lepiej dowiedzieć się czegoś, niż żyć w niepewności i kłamstwie.
2. Co byś zrobił/a znajdując milion złotych?
Kupiłabym piękny domek na jakimś odludziu i stworzyłabym tam wieeeelką bibliotekę:).
3. Czy poświęciłbyś/abyś wszystko co masz, aby ratować  ukochaną osobę?
Oczywiście, że tak.
4. Jak zaczęła się Twoja przygoda z czytaniem książek?
Hmmm, tak jak u większości: od Harrego Pottera. Seria ta mnie wprost oczarowała i zachęciła do czytania. Chociaż tak naprawdę nałogowo książki zaczęłam pochłaniać kiedy powstał blog.
5. Jaki jest Twój najważniejszy cel w życiu?
Na razie zakończyć gimnazjum, liceum, dostać się na dobre studia, których kierunek będzie sprawiał mi przyjemność, a potem… nie mam pojęcia.
6. Czy za wszelką cenę starasz się dopiąć swego?
Nie. Zazwyczaj jestem dość uległa. Chociaż zdarzają się momenty, ze walczę o swoje.
7. Czy tworzysz noworoczną listę postanowień?
Oczywiście (pomijając fakt, że większość rzeczy nie udaje mi się wykonać;D).
8. Co byś zrobił, jeżeli byś się dowiedział, że jesteś nieuleczalnie chory?
Nie mam pojęcia i nie mam zamiaru gdybać: co by było gdyby…
9. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku?
Wiosna! Uwielbiam zapach wiosny. Cieszę się wtedy jak dziecko, że jest już ciepło.
10.  Co najbardziej cenisz w swoim domu rodzinnym?
Miłość, zaufanie, szczerość oraz oczywiście żarty i śmiech:).
11. Co byś zmienił/a pracując w sejmie?
Przeznaczyłabym więcej pieniędzy na dofinansowanie bibliotek!


Dziękuję za nominowanie mnie do nagrody. Nie będę wyznaczać kolejnych osób, gdyż już chyba każdy brał w zabawie udział.

A teraz trochę planów czytelniczych na najbliższy czas. Aktualnie czytam książkę „Felix, Net i Nika oraz Pułapka nieśmiertelności”, która bardzo mnie wciągnęła. Uwielbiam tę serię! W weekend mam zamiar opublikować recenzję książki „Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek”. A na półce czekają już takie tytuły jak „Agnes Grey”, „Kamyk”, „Cyrk nocy”.

Miłego, czytelniczego weekendu życzę!:)

środa, 7 listopada 2012

101) Mały pamiętnik


Czasami lubię czytać o innych. Poznawać ludzi od nieznanej mi wcześniej strony. W takich książkach szukam odpoczynku, uśmiechu oraz zabawy. Chcę razem z bohaterami książek brać udział ze wspaniałych przygodach z dzieciństwa, bawić się w ciekawe zabawy. Ostatnio miałam okazję przeczytać książkę „Mały pamiętnik” Jose Saramago. Opublikował on swoją książkę mając 84 lata. Pisze on w niej o swoim dzieciństwie i czasach młodości. Czy opowieść wywarła na mnie pozytywne wrażenie?

Na początku chciałabym jeszcze przybliżyć trochę sylwetkę autora. Jose Saramago był wybitnym portugalskim pisarzem. W roku 1998 otrzymał Nagrodę Nobla z dziedziny literatury. Tworzył wiersze, sztuki teatralne, krótkie opowiadania, eseje, libretta oraz notatki z podróży. Zasłynął jednak przede wszystkim dzięki powieściom, które opowiadają zarówno o współczesności, jak i o historii. W Polsce ukazały się m. in.: „O malarstwie i kaligrafii”, „Baltazar i Blimunda”, „Miasto ślepców”, „Wszystkie imiona”.

Należy na początku wspomnieć, że „Mały pamiętnik” liczy sobie mało stron, bo zaledwie 142. Jest to według mnie książka bardzo nieuporządkowana, w której często się gubiłam mimo niewielkiej objętości. Autor opisuje to, że w dzieciństwie często zmieniał miejsce zamieszkania. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że najpierw opisuje jedno miejsce, a potem kolejne. W tym samym momencie przypomina sobie, że zapomniał czegoś dodać do poprzedniego mieszkania i dopiero teraz to opisuje. Bywa to niezwykle męczące zwłaszcza, że Jase Sagmaro podaje nazwy ulic w nieznanym mi języku, które ciężko zapamiętać.

Dodatkową trudnością w czytaniu był dla mnie dość skomplikowany język. Ciężko było mi skupić uwagę na długich, trudnych słowach, które raz po raz pojawiały się w powieści. Zdziwiło mnie również to, że autor opisując swoje dzieciństwo używa tak trudnego pióra. Spodziewałam się, że „Mały pamiętnik” będzie relacją z młodzieńczych lat, a dostałam wspomnienia doświadczonego pisarza. Sądziłam również, że przygody małego Jose Saramago bardzo mnie zaciekawią. Niestety i w tym przypadku moje przypuszczenia nie były trafne. Opowieści o rodzinie, ważne wydarzenia z życia pisarza nie zainteresowały mnie. Nie nudziłam się czytając tę książkę, ale uważam, że powinna być ona bardziej urozmaicona.

Podsumowując, moją pierwszą przygodę z Jose Saramago (nie czytałam poprzednich książek autora) uważam za mało udaną. Książka nie przypadała mi do gustu mimo bardzo wyczerpujących opisów krajobrazu Portugalii oraz bohaterów. Książka sprawia wrażenie wyrwanej kartki z całego życiorysu autora. Jest jedynie jej malutkim fragmentem. Myślę, że książka ta przypadnie do gustu wielbicielom twórczości wybitnego noblisty.

Moja ocena: 3/6

Tytuł: Mały pamiętnik
Autor: Jose Saramago
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 142
Data wydania: 26 września 2012

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Świat Książki.

piątek, 2 listopada 2012

100) Profesor


Lubimy wracać do dawnych czasów. Czytać o tym jak ludzie żyli przed nami, co robili, jakie były ich zainteresowania, pasje. Szukamy znaków po ich istnieniu, chcemy wiedzieć o nich jak najwięcej. Wiedzę możemy czerpać z książek, które dają nam poznać ludzi z przeszłości. Ostatnio miałam okazję poznać właśnie takie postacie dzięki książce Charlotte Bronte pt. „Profesor”. Jest to pierwsza książka jaką autorka napisała, wydana już po jej śmierci, a w Polsce dopiero w tym roku. Czy warto sięgnąć po książkę autorki znanych „Dziwnych losów Jane Eyre”?

William Cromsworth otrzymuje od bogatych wujków propozycję dostatniego życia duchownego. Młodzieniec nie chce przyjąć tejże oferty. Tym samym odrzuca swe arystokratyczne dziedzictwo. Nie spodobało się to jego rodzinie, więc udaje się on po pomoc do swojego brata – Edwarda. William zostaje zatrudniony w firmie brata. Opuszcza jednak szybko to miejsce, ponieważ czuje się poniżany, a wrogość jego brata względem niego staje się nie do zniesienia. Postanawia wyruszyć do Brukseli, by tam jako nauczyciel angielskiego uczciwie zarabiać na własne utrzymanie. Zostaje tam zatrudniony w szkole dla chłopców, a później również w placówce dla dziewcząt. Tam dopiero rozpoczyna się prawdziwe życie Cromswortha…

Czytając tę książkę można przenieść się do XIX wieku i poczuć wspaniały klimat tejże epoki. Powieść Charlotte Bronte przenosi nas do Anglii ukazując życie tamtejszych ludzi. Dzięki niej poznajemy również Belgię. A jest to kraj równie ciekawy jak Anglia. Książka „Profesor” z pewnością zainteresuje wielbicieli prozy najstarszej z sióstr Bronte. Zawiera ona wątki biograficzne samej autorki. Tak jak główny bohater pracowała ona jako nauczycielka w jednej z belgijskich szkół. Spotkała miłość na swojej drodze, podobnie jak William. Autorka wspaniale opisała uczucia bohatera. Co ciekawe zrobiła to z punktu widzenia właśnie Cromswortha.

Największym atutem „Profesora” są bez wątpienia bohaterowie. Sama postać Williama Cromswortha została barwnie wykreowana. Jest on wytrwałym bohaterem, który pokazuje, że ciężką pracą można wiele zyskać. Najbardziej jednak przypadł mi do gustu nie główny bohater, ale pan Hundsen. Człowiek, który uważa cały świat za swą ojczyznę, często wkracza w życie Williama. Pomaga mu on m.in. dotrzeć do Belgii, odzyskać ukochany obraz. Pojawia się znienacka i jest prawdziwą zagadką dla czytelnika. Nad jego charakterem można myśleć, głowić się, a i tak w pewnym momencie czymś nas zaskoczy. Spodobała mi się również pewna kobieca postać, a mianowicie pani Henri. Podobnie jak główny bohater potrafi zapracować na swoje życie. Jest wytrwała, sympatyczna i wnosi wiele światła do książki.

Podsumowując, „Profesor” to książka warta przeczytania. Pokazuje życie ludzi w XIX  wieku. Jest wspaniałą powieścią ukazującą to co było najważniejsze w tamtym okrasie – pracę, podróże, miłość. Została napisana lekkim, prostym językiem co gwarantuje miło spędzony wieczór z tą książką. Polecam ją głównie wielbicielom prozy sióstr Bronte oraz wiktoriańskiej Anglii. Z pewnością spodoba się  również tym którzy po prostu szukają mało wymagającej powieści, która pozwoli im się odprężyć. 

Moja ocena: 5/6

Tytuł: Profesor
Autor: Charlotte Bronte
Wydawnictwo: MG
Ilość stron: 320
Data wydania: 4 październik 2012

Książkę otrzymałam od wydawnictwa MG, za co serdecznie dziękuję.

***

Dzisiaj mały jubileusz - 100. recenzja:)