sobota, 30 marca 2013

Wesołych Świąt!

Nie jestem dobra w składaniu życzeń. Nigdy mi to nie wychodziło. Chciałam jednak coś napisać, ponieważ Święta Wielkanocne to przecież najważniejsze Dni w całym roku.



Chciałabym, żebyście spędzili święta w gronie rodziny, śród ludzi, którzy Was kochają, we wspaniałej, miłej atmosferze.

Chciałabym, aby te Święta były dla Was niezwykłe i abyście owocnie je przeżyli razem z Największym Zwycięzcą tych Dni.

Chciałabym, żeby kurczaczek i jajeczko nie stały przed Zmartwychwstałym. Bo przecież nie o to chodzi w tych Świętach.

Wesołych Świąt! :)

sobota, 23 marca 2013

122) Pretty Little Liars. Bez serca


Kolejne tajemnice, sekrety i ciągłe poszukiwanie prawdy. Siódma część Pretty Little Liars przynosi następną porcję wrażeń. Jak się okazuje Sara Shepard nie odpuszcza czterem przyjaciółkom i ciągle rzuca im kłody pod nogi. Tym razem…

Dziewczyny są przekonane, że widziały Alison. Tak, ich ukochaną Ali. Podczas pożaru pomagają ujść z życiem pewnej dziewczynie. Aria jest przekonana, że to ich zmarła przyjaciółka. Media i całe Rosewood odwracają się od dziewczyn i mówią, że są Kłamczuchami. Aria, Hanna, Spencer i Emily zaczynają prowadzić własne śledztwo. Co odkryją?

Nie spodziewałam się, że tę historię będzie można jeszcze bardziej rozwinąć. Nie wiedziałam, że jest możliwe tak przeciągać całą akcję. Jak widać Sara Shepard to potrafi. Przygotowała dla czytelników mnóstwo niespodzianek (i to jakich niespodzianek!). Jak można się domyślić Kłamczuchy jeszcze będą musiały trochę poczekać, by dowiedzieć się kto tak naprawdę zabił Ali. Trochę obawiałam się siódmej części Pretty Little Liars. Byłam wręcz pewna, że ta część wyczerpie już pomysły autorki. Że się na niej zawiodę, bo nie będzie już tak ciekawa i trzymająca w napięciu jak jej poprzedniczki. Sara Shepard, jak widać, lubi zwodzić czytelników. Moje podejrzenia okazały się być zupełnie nie słuszne, a nawet mogę powiedzieć, że część „Bez serca” najbardziej mnie zaskoczyła!

Książkę, tak jak jej poprzedniczki, czyta się bardzo przyjemnie. Autorka posługuje się lekkim, prostym językiem, skierowanym do młodzieży. Czytając tę książkę nie można się nudzić, gdyż nie pozwala na to akcja. Autorka cały czas utrzymuje napięcie w swojej powieści i cały czas zaskakuje czytelnika niezwykłymi zdarzeniami jakie mają miejsce w „Bez serca”.

Siódmą część polecam przede wszystkim tym, którzy polubili Kłamczuchy. Powtórzę to po raz kolejny: mimo, że nie jest to książka wysokich lotów, mimo że nie należy do tych książek, które potrafią zmienić życie, to czasami miło jest przeczytać lekką książkę. Do takich właśnie należą powieści z serii Pretty Little Liars. Nie można się po niej spodziewać wspaniałych książek. Są to po prostu powieści, przy których można odpocząć i miło spędzić czas.

„Pretty Little Liars. Bez serca” Sara Shepard, wyd. Otwarte 2012, tłum. Mateusz Borowski

sobota, 16 marca 2013

121) Poradnik pozytywnego myślenia


„Poradnik pozytywnego myślenia” to tytuł, który pewnie większości z Was kojarzy się z filmem, o którym zrobiło się głośno za sprawą tegorocznych Oskarów. Ze mną też było podobnie. Niedawno dowiedziałam się jednak, że istnieje książka na podstawie, której ten znany film powstał. Ciekawość wzięła nade mną górę (zresztą tak jak zawsze) i musiałam przeczytać tę książkę.

Pat myśli, że jego życie to film, który (a jakżeby inaczej) zakończy się szczęśliwie. Jego żona powróci go niego i będą żyli długo i szczęśliwie. Pat musi spełnić kilka warunków: zaczyna intensywnie ćwiczyć – biegać, robić brzuszki, czyta więcej książek, chce pozytywnie myśleć, być miłym dla innych. Nie wszystko układa się jednak po jego myśli. Główny problem stanowi Tiffany, która mimo, że jest bardzo ładna to równie zwariowana jak on. Czy pozytywne myślenie Pata wystarczy by osiągnąć cel?

Filmu nie oglądałam. Zawsze uważałam, że lepiej jest najpierw poznać książkę, a dopiero potem jej ekranizację (nie zawsze udaje mi się tak zrobić, ale przemilczmy to). Tym razem się udało. „Poradnik pozytywnego myślenia” od pierwszej przeczytanej strony mi się spodobał. Jest to książka, którą polubiłam dlatego, że pokazuje pozytywne myślenie. Jak dużo teraz się słyszy głosów: „Jest źle i będzie jeszcze gorzej” – wszyscy są bardzo negatywnie nastawieni do życia. Nie spotyka się za często osób uśmiechniętych od ucha do ucha - a szkoda. Dzięki historii Pata chociaż na parę chwil można uwierzyć, że coś takiego jak pozytywne myślenie naprawdę istnieje.

Niestety wykonanie książki jest już troszeczkę gorsze. Język nie jest tak ładny jakiego chciałoby się w takiej książce. Narracja również nie jest pierwszorzędna. Według mnie w tej powieści jest również o wiele za dużo futbolu. Co chwilę znajdziemy opis jakiegoś meczu. Rozumiem, było to ważne dla Pata, ale nie przesadzajmy. Cała książka nie może dotyczyć rozgrywek, gdyż po pewnym czasie robi się to nudne. Mimo wszystko książkę czyta się przyjemnie. Jest po prostu lekką powieścią, z którą przyjemnie można spędzić czas.

„Poradnik pozytywnego myślenia” to książka o nadziei, miłości, poszukiwaniu lepszego siebie. Czasami jest wzruszająca, ale też zabawna, a potem jeszcze przepełniona żalem. Jest pełna przeróżnych emocji. Pat – główny bohater – dąży do osiągnięcia swojego celu starając się być miłym dla innych, a także poprzez pozytywne myślenie. Polecam tę książkę tym, którzy szukają typowo lekkiej książki, która pozwoli Wam odpocząć od rzeczywistości, czy też cięższej lektury. Nie powala ona na kolana. Nie zmieni całego Waszego życia. Ale mimo wszystko, jest w niej coś, co bardzo mi się podoba. Pozytywne myślenie. 

"Poradnik pozytywnego myślenia" Matthew Quick, wyd. Otwarte 2013

wtorek, 12 marca 2013

120) Filip


Druga wojna światowa to czas, który większości z nas kojarzy się z bronią, walką, wybuchami. Trzeba pamiętać, że wtedy ludzie też jakoś żyli i funkcjonowali. W książce pt. „Filip” Leopolda Tyrmanda autor przybliża nam życie takiego „normalnego” człowieka, który musiał żyć w ciągłym niepokoju o każdy kolejny dzień, a jednocześnie szukającego ucieczki od strachu w postaci przeróżnych rozrywek.

Poznajcie Filipa. Filip jest Polakiem tak jak każdy z nas. Żył jednak w trochę innych czasach niż nasze, bowiem okres jego młodości przypadał na drugą wojnę światową. Filip musiał ukrywać swoją tożsamość mówiąc, że jest Francuzem urodzonym w Warszawie. Uciekł do Niemiec, a tam znalazł pracę w „Park-Hotelu” jako kelner. W restauracji hotelowej pracuje wielu obcokrajowców. Filip znalazł wśród nich wielu kolegów, z którymi świetnie się dogadywał. Ich nienawiść do Niemców oraz walka z nimi przejawiała się pluciem im do kawy, czy podbieraniem kartek żywnościowych. Kelnerzy żyją dostatnio: moją wygodne mieszkania, jedzenia pod dostatkiem, a do tego zarabiają przyzwoite pieniądze. Chcecie dokładniej przyjrzeć się życiu Filipa?

Ja już poznałam Filipa. Cóż, nasza przyjaźń przeżywała wzloty i upadki, łagodnie rzecz ujmując. Filip nie jest bowiem człowiekiem, z którym łatwo można się porozumieć. Jest on wręcz bardzo skomplikowany. Łączy w sobie wiele różnych cech. Poglądy również ma dość odmienne tak, że raz się z nim w czymś zgadzałam, a za chwilę pytałam: Dlaczego? Tak to już bywa czasami w przyjaźni…

Tyrmand, który umożliwił mi tą wspaniałą, ale także burzliwą przyjaźń jest dla mnie, od momentu przeczytania tej książki (musicie wiedzieć, że to moja pierwsza książka tego pana) osobą, którą bardzo podziwiam – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jestem zachwycona językiem jakim się posługuje. Bo co to jest za język! Wspaniały, pełen humoru, niezwykły – taki, który się chłonie oczami. Nie jest to prosty język. Zdania są długie, wypełnione po brzegi słowami. I mimo, że czasami można się pogubić w tym zawiłym języku, nie zmienia to faktu, że jest on po prostu piękny. Narrację prowadzoną przez autora również należy pochwalić. Naprawdę wczuł się on w sytuację Filipa i świetnie opisał uczucia nim targające, rozterki, przemyślenia. Jak się dowiedziałam, jest to książka, której wiele wątków jest autobiograficznych. Dlatego też autor pewnie dzięki temu, że opisuje po części swoje odczucia, tak łatwo pisze o życiu Filipa.

„Było przedwiośnie tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego roku. Niemcy dławiły się powodzeniem. Nie mogły przełknąć i strawić swoich zdobyczy.” – str.65

Warto zwrócić uwagę w tej książce na to, że jest to książka o wojnie. Jednakże autor patrzy na nią z nieznanej strony. Przygląda się jej bowiem zza ścian hotelu, gdzie nie brakuje ani jedzenia, ani pieniędzy. Filip wiedzie dość dostatnie życie mimo, że trwa wojna. Dla niego ważniejsze są przyjemności: dziewczyny, dobre wino, papierosy. Wojna nie jest tutaj na pierwszym miejscu.

„Czasami odnoszę wrażenie, że wojny są po to, aby ci, którzy je przeżyli, mieli się czym chwalić.” – str.49

 „Filip” to książka wspaniała, przepiękna i jakże cudowna. Na długo zapadnie mi w pamięci. Proza Tyrmanda zachwyca. Jestem dla niego pełna uznania. To co naprawdę zachwyca, to przepiękna, prawdziwa polszczyzna, która nie oszukujmy się, powoli zanika. Polecam tę książkę miłośnikom prozy Tyrmanda, którzy pewnie są nim tak zachwyceni jak ja, ale również wszystkim tym, którzy szukają książki bardzo dobrze napisanej, opowiadającej o ciekawym życiu młodego Filipa na tle drugiej wojny światowej. Filip to wspaniała postać, z którą warto się zaprzyjaźnić.

„Filip” Leopold Tyrmand, wyd. MG 2012
Za książkę dziękuję wydawnictwu MG

sobota, 9 marca 2013

119) Pięcioro dzieci i "coś"

Okres mojego błogiego dzieciństwa niestety już się skończył. Na szczęście książki, literatura dziecięca pozostały. Bo przecież nie ma to jak poznawać wspaniałych bohaterów, mimo, że najczęściej nigdy się ich nie spotka. Bo przyjemnie jest czytać o niezwykłych rzeczach, nawet jeżeli wydają się być niemożliwe. Ostatnio przeczytałam książkę „Pięcioro dzieci i coś” autorstwa Edith Nesbit, która pozwoliła mi na parę chwil przenieść się do czasów dzieciństwa i poznać przygody tytułowych dzieci. 

Pięcioro dzieci: Antea, Janeczka, Robert, Cyryl i Baranek podczas pobytu na wsi spotykali niezwykłe stworzonko. To „coś” było „brązowe, okrągłe i włochate […] Oczka miało osadzone na długich różkach, jak oczka ślimaka, i mogło je wysuwać i wciągać zupełnie jak lunety; uszka miało podobne do uszu nietoperza, a pękaty tułów był w kształcie pająka, tylko pokryty gęstym a miękkim futerkiem; nóżki i rączki miało też „futerkowe”, a dłonie i stopy całkiem jak u małpy”*. I jak się później okazało Piaskoludek (bo tak nazywało się „coś”) potrafił spełniać życzenia. Tak zaczyna się wielka przygoda dzieci, które dzięki pomocy przedziwnego stworka zobaczą jak to jest być bogatym, spotkają Czerwonoskórych Indian, znajdą się w ogromnym zamku. Jakie jeszcze życzenia wypowiedzą dzieci?

Muszę przyznać, że nie znałam autorki tej książki. Nazwisko Edith Nesbit było mi zupełnie nieznane. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że jest to jedna z bardziej znanych autorek angielskich książek dla dzieci, a jej nazwisko jest umieszczane obok Beatrix Potter i Frances Hudgson Burnett. Co więcej, wywarła ona wpływ na późniejszych autorów powieści dla dzieci w tym samego C.S. Lewisa! Przyznam, że dzięki tym informacjom jeszcze chętniej czytałam tę książkę. I teraz już wiem, dlaczego jest to tak znana pisarka.

Książka „Pięcioro dzieci i coś” przedstawia historię, która każde dziecko zaciekawi i oczaruje. Jak się okazuje nie tylko dziecko. Sama, przygody piątki rodzeństwa śledziłam z wielkim zainteresowaniem. Do tego podziwiałam wspaniały język autorki, w który pewnie nie mały wkład miała tłumaczka – Irena Tuwim (znana m.in. z tłumaczenia „Kubusia Puchatka”). Jest to język przystępny dla dzieci, bardzo prosty, a jednocześnie bardzo ładny i zgrabny. Czytanie umilają również śliczne ilustracje pojawiające się na kartkach książki. Należałoby również wspomnieć o bohaterach, z którymi bardzo łatwo jest się zaprzyjaźnić. Są to dzieci (jak to dzieci) ciekawe świata. Przez co, oczywiście, wpadają w nie lada kłopoty.

„Pięcioro dzieci i coś” polecam wszystkim. Poczynając od tych najmniejszych, którzy sami jeszcze nie potrafią czytać, a kończąc na tych już zupełnie dużych. Jest to pozycja, która zaciekawi każdego. Oczywiście, jak to książka dla dzieci, niesie ze sobą również przesłanie. Morał w tym przypadku nie jest bardzo oczywisty, ale jednak jest. Ukryty, zmuszający do zastanowienia się nad tą książką. Pozwólcie się zabrać w podróż do czasów dzieciństwa i sięgnijcie po tę powieść. 

 * cytat ze str. 20-21

„Pięcioro dzieci i coś” Edith Nesbit, wyd. Znak emotikon 2013, tł. Irena Tuwim              
"Z półki literatury dziecięcej”
(Postanowiłam zacząć prowadzić nowy cykl na blogu o takim właśnie tytule. Co jakiś czas, raczej nieregularnie będą ukazywały się na blogu recenzje książek dla dzieci. Mam nadzieję, że spodobają Wam się posty, które przygotuję.:)

środa, 6 marca 2013

Podsumowanie lutego


8 lutego był dla mnie, jak i zarówno pewnie większości uczniów, dniem bardzo szczęśliwym. Oto właśnie tego dnia zaczęły się wymarzone ferie. Wróciłam do domu, szybko wzięłam książkę do ręki i zaczęłam czytać, potem jeszcze coś pisać, notować i tak upłynęły dni odpoczynku od szkoły. Oczywiście znalazłam czas na aktywny wypoczynek w postaci jazdy na nartach. Razem z całą rodzinką wyruszyliśmy na podbój gór i całkiem nieźle się bawiliśmy. Ja chyba najbardziej… Byłam cała potłuczona i wszystko mnie bolało, gdyż byłam taka odważna i jeździłam (jeżeli można to tak nazwać) na snowboardzie. Nart też nie zaniedbałam i wiele godzin spędziłam marznąc na wyciągu, a potem pędząc z góry na dół. Było wspaniale!

Kończę, bo zapewne nie chcecie więcej czytać moich wywodów i przechodzę do głównego tematu posta, czyli podsumowania (jakoś tak dopiero teraz się zebrałam, żeby je zrobić).

Co przeczytałam?

Miesiąc luty zaczęłam od kolejnej części „Pretty Little Liars. Zepsute”. Z każdą częścią robi się coraz ciekawiej, więc ten tom nie mógł długo stać nie przeczytany na półce. Potem skończyłam „Trafny wybór” Rowling, który męczyłam już od stycznia. Powiem krótko: było warto! Może nie jest to historia dla każdego, nie mniej jednak warto ją poznać. Następnie zapoznałam się z kolejną częścią wspaniałej Jeżycjady – „Idą sierpniową”. Tu komentarza chyba nie trzeba. „Zabójcze” i „Bez serca”, czyli kolejne części PLL były powieściami, które przeczytałam w następnej kolejności. Jeszcze więcej zagadek i tajemnic… A potem był „Filip” Tyrmanda, który bardzo mi się spodobał. Niedługo napiszę recenzję to poznacie moją opinię o tej książce. Następnie przeczytałam kolejną część PLL, czyli „Pożądane”. Potem przyszedł czas na lekturę  - „Stary człowiek i morze”. O ile większość lektur szkolnych mi się jako tako podoba to ta była nudna i nieciekawa. A na koniec coś bardzo ładnego, mianowicie „Dziecko Noego” autorstwa Erica – Emanuela Schmitta. Kolejna wspaniała książka!

Wychodzi na to, że przeczytałam w sumie 9 książek, czyli o jedną więcej niż w styczniu.

Plany na marzec

Chciałabym napisać recenzję filmu, na którym byłam ostatnio w kinie z koleżanką, tytułu na razie nie będę zdradzać. Oraz oczywiście chcę również napisać jak najwięcej recenzji książek i jak najwięcej ich przeczytać.

niedziela, 3 marca 2013

118) Pretty Little Liars. Zabójcze


Ostatnio sięgnęłam po kolejną część „Pretty Little Liars”. Tym razem padło na „Zabójcze”, które są już szóstym tomem tej popularnej serii. Zawsze wydawało mi się, że pisanie tak wielu części będących rozwinięciem jednej książki jest bezsensu, że w połowie będzie wiadomo jak wszystko się dalej potoczy, a czytanie będzie pozbawione uroku i tajemnicy. Sara Shepard po raz kolejny udowadnia, że można pisać ciekawe, wielotomowe serie.

Cztery przyjaciółki: Emily, Aria, Hanna i Spencer muszą szybko odkryć prawdę śmierci Alison, bo w przeciwnym przypadku A. zacznie realizować swoje groźby. Wszystko staje się coraz bardziej skomplikowane. Potencjalny zabójca Ali nie żyje, dziewczyny znajdują jego ciało w lesie. Chwilę później okazuje się, że… zwłoki zniknęły. Zabrał/a/o je A.? Jason, brat zmarłej dziewczyny chyba coś wie, ale nie chce zdradzić swojej tajemnicy. Czy dziewczyny rozwiążą kolejne zagadki zanim stanie się coś złego?

Sara Shepard po raz kolejny pozytywnie mnie zaskoczyła. Nadal buduje w swoich książkach tą znaną z poprzednich części grozę i napięcie. Czytając tę książkę czułam się tak, jakbym to ja była na miejscu bohaterek. Przez cały czas czułam na plecach dreszcz strachu, gdyż historia czterech przyjaciółek, mimo może na początku była trochę naiwna, to potem jest naprawdę przerażająca i zaskakująca. Przekręcając kolejne kratki książek z serii „Pretty Little Liars” czułam się tak jakbym wkraczała do nieznanego mi świata. Powoli wchodzę na nowe ziemie będąc przygotowaną na niespodzianki i zaskoczenia. A jednocześnie nie wiem co mnie spotka. Czy będę przestraszona, radosna, czy zdenerwowana? Kolejne kartki i tomy ukazują coraz to nowsze i ciekawsze zdarzenia.

Autorka nie posługuje się językiem, który zasługiwałby na szczególe laury. Pisze zwyczajnie, prosto, do młodzieży. I to wcale nie jest złe. Bo takie książki też są potrzebne. Przecież czytamy nie tylko trudne do przebrnięcia tomy, które potrafią (co niektóre) zmienić nasze życie. Książki lekkie, mało wymagające też są potrzebne. Dzięki nim możemy przecież odpocząć, zrelaksować się, a do tego dobrze się bawić.

Tom szósty „Pretty Little Liars” jak i całą serię polecam tym, którzy lubią książki skierowane do młodzieży. Jest to seria pełna niespodzianek, w której cały czas odkrywa się coś nowego. Nie jest to literatura wysokich lotów, ale przyjemnie się ją czyta i można z nią miło spędzić czas. Polecam ją również osobom, które lubią liczne niespodzianki, zagadki i tajemnice, gdyż w „Zabójczych” ich na pewno nie zabraknie.

"Pretty Litlle Liars. Zabójcze" Sara Shepard, wyd. Otwarte 2012