sobota, 9 marca 2013

119) Pięcioro dzieci i "coś"

Okres mojego błogiego dzieciństwa niestety już się skończył. Na szczęście książki, literatura dziecięca pozostały. Bo przecież nie ma to jak poznawać wspaniałych bohaterów, mimo, że najczęściej nigdy się ich nie spotka. Bo przyjemnie jest czytać o niezwykłych rzeczach, nawet jeżeli wydają się być niemożliwe. Ostatnio przeczytałam książkę „Pięcioro dzieci i coś” autorstwa Edith Nesbit, która pozwoliła mi na parę chwil przenieść się do czasów dzieciństwa i poznać przygody tytułowych dzieci. 

Pięcioro dzieci: Antea, Janeczka, Robert, Cyryl i Baranek podczas pobytu na wsi spotykali niezwykłe stworzonko. To „coś” było „brązowe, okrągłe i włochate […] Oczka miało osadzone na długich różkach, jak oczka ślimaka, i mogło je wysuwać i wciągać zupełnie jak lunety; uszka miało podobne do uszu nietoperza, a pękaty tułów był w kształcie pająka, tylko pokryty gęstym a miękkim futerkiem; nóżki i rączki miało też „futerkowe”, a dłonie i stopy całkiem jak u małpy”*. I jak się później okazało Piaskoludek (bo tak nazywało się „coś”) potrafił spełniać życzenia. Tak zaczyna się wielka przygoda dzieci, które dzięki pomocy przedziwnego stworka zobaczą jak to jest być bogatym, spotkają Czerwonoskórych Indian, znajdą się w ogromnym zamku. Jakie jeszcze życzenia wypowiedzą dzieci?

Muszę przyznać, że nie znałam autorki tej książki. Nazwisko Edith Nesbit było mi zupełnie nieznane. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że jest to jedna z bardziej znanych autorek angielskich książek dla dzieci, a jej nazwisko jest umieszczane obok Beatrix Potter i Frances Hudgson Burnett. Co więcej, wywarła ona wpływ na późniejszych autorów powieści dla dzieci w tym samego C.S. Lewisa! Przyznam, że dzięki tym informacjom jeszcze chętniej czytałam tę książkę. I teraz już wiem, dlaczego jest to tak znana pisarka.

Książka „Pięcioro dzieci i coś” przedstawia historię, która każde dziecko zaciekawi i oczaruje. Jak się okazuje nie tylko dziecko. Sama, przygody piątki rodzeństwa śledziłam z wielkim zainteresowaniem. Do tego podziwiałam wspaniały język autorki, w który pewnie nie mały wkład miała tłumaczka – Irena Tuwim (znana m.in. z tłumaczenia „Kubusia Puchatka”). Jest to język przystępny dla dzieci, bardzo prosty, a jednocześnie bardzo ładny i zgrabny. Czytanie umilają również śliczne ilustracje pojawiające się na kartkach książki. Należałoby również wspomnieć o bohaterach, z którymi bardzo łatwo jest się zaprzyjaźnić. Są to dzieci (jak to dzieci) ciekawe świata. Przez co, oczywiście, wpadają w nie lada kłopoty.

„Pięcioro dzieci i coś” polecam wszystkim. Poczynając od tych najmniejszych, którzy sami jeszcze nie potrafią czytać, a kończąc na tych już zupełnie dużych. Jest to pozycja, która zaciekawi każdego. Oczywiście, jak to książka dla dzieci, niesie ze sobą również przesłanie. Morał w tym przypadku nie jest bardzo oczywisty, ale jednak jest. Ukryty, zmuszający do zastanowienia się nad tą książką. Pozwólcie się zabrać w podróż do czasów dzieciństwa i sięgnijcie po tę powieść. 

 * cytat ze str. 20-21

„Pięcioro dzieci i coś” Edith Nesbit, wyd. Znak emotikon 2013, tł. Irena Tuwim              
"Z półki literatury dziecięcej”
(Postanowiłam zacząć prowadzić nowy cykl na blogu o takim właśnie tytule. Co jakiś czas, raczej nieregularnie będą ukazywały się na blogu recenzje książek dla dzieci. Mam nadzieję, że spodobają Wam się posty, które przygotuję.:)

17 komentarzy:

  1. Uważam, że warto wracać do książek z dzieciństwa - dopiero po latach można docenić niektóre wątki, na które nie zwracało się uwagi w przeszłości :)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie również minęły już lata dzieciństwa, ale lubię powracać do literatury dziecięcej. Mam to ułatwione, ponieważ mój 5-letni brat lubi zapoznawać się z nowymi książeczkami, więc mogę mu podbierać je. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem obecnie w trakcie tej książki, ale muszę powiedzieć, że średnio mi się podoba.. :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam, że wiele lat temu czytałam tę książkę i miło ją wspominam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnią mam taką fazę, że chętniej sięgam po te książki wydane dawno niż te współczesne. "Pięcioro dzieci i coś" od dawna mam w planach, mam nadzieję, że w końcu uda mi się poznać tę powieść ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja się nigdy przekonać do tej pozycji nie mogłam :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatnio właśnie rozmyślałam nad książkami z dzieciństwa i pewnie do niektórych wrócę - tak naprawdę przecież nigdy nie przestajemy być dziećmi, z biegiem lat po prostu o tym zapominamy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojej, uwielbiam tę książkę, tak miło ją wspominam!
    Poczytałabym sobie te wszystkie książki z dzieciństwa, ale teraz mało na ta czasu. Myślę, że wakacje będę dobrym okresem, by powrócić do paru dziecięcych pozycji ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam i bardzo miło ją wspominam

    OdpowiedzUsuń
  10. Pamiętam, że ta książka była kiedyś wydawana jako klasyk przez Zieloną Sowę - wtedy usłyszałam o niej po raz pierwszy :) Chętnie się z nią zmierzę, bo w literaturze dziecięcej najfajniejsze jest właśnie to, że nie ma ona określonego terminu przydatności i można po nią sięgać w każdym wieku ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. jedna z ulubionych historii mojej siostry :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie czytałam jej w całości, ale mieliśmy fragmenty tej ksiażki w podręczniku. Nie za bardzo mnie one zachęciły, ale twoja recenzja już tak ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Właśnie ja też zamierzam zrobić sobie powrót do dzieciństwa:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nigdy nie czytałam tej książki, ale mam znajomą, dla której to jest książka dzieciństwa i wiele razy mi o niej opowiadała :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie czytałam, ale może kiedyś będę miała ku temu okazję ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Lubię książki dla dzieci, zarówno te, które znam z dzieciństwa, jak i nowe. Mają w sobie ,,coś" pięknego, wszystko opisane jest w prosty sposób, bez udziwnień, a treść zostaje w głowie na lata... :)

    OdpowiedzUsuń
  17. To jedna z moich ulubionych książek z dzieciństwa, ciągle mam mój stary egzemplarz. Cieszę się, że takie wspaniałe książki są wznawiane!

    OdpowiedzUsuń