piątek, 31 maja 2013

128) Ruth


Dzisiaj świat wygląda zupełnie inaczej niż kiedyś. Moralność ludzi, ich życiowe błędy są współcześnie zupełnie inaczej postrzegane niż parę wieków temu. Coś takiego jak wieczna hańba już praktycznie nie istnieje, podobnie jak wykluczenie społeczne. Nic więc dziwnego, że książka „Ruth” autorstwa Elizabeth Gaskell nie przyniosła autorce uznania wśród społeczeństwa, w którym żyła. 

Młodziutka Ruth Hilton, sierota, zarabia samodzielnie na swoje utrzymanie jako szwaczka. Niespodziewanie zostaje wyznaczona przez swoją pracodawczynię – panią Mason - do tego, aby udać się na bal do ratusza i pomagać tam bogatym paniom w razie gdyby ich suknie zostały uszkodzone. Podczas balu, po raz pierwszy, spotyka młodzieńca – pana Bellighama -  który jest oczarowany jej urodą. Zawiązuje się między nimi więź porozumienia. Dla Ruth ta znajomość kończy się tragicznie – zostaje pozbawiona pracy, znajomych, a do tego okryta hańbą na całe życie. Jakie decyzje podejmie panna Hilton? Czy znajdzie na swojej drodze życzliwych ludzi, którzy zaoferują jej miłość i szacunek?

Cieszę się, że mogę czytać takie wspaniałe książki! „Ruth” od pierwszych stron mnie oczarowała. Językiem, historią, bohaterami. Elizabeth Gaskell stworzyła wspaniałą historię, która na długo zapadnie mi w pamięci. Wielowątkową i barwną. Prostą, a jednocześnie bardzo subtelną i piękną.

Akcja wraz z kolejnymi stronami nabiera tempa, dążąc do zakończenia, które bardzo ładnie, a jednocześnie trochę smutno, kończy historię Ruth. Sposób pisania pani Gaskell jest charakterystyczny dla tamtej epoki, czyli wiktoriańskiej Anglii. Pisze ona bowiem o wszystkim dokładnie i nieśpiesznie. Zdarzenia opisuje z licznymi szczegółami. Posługuje się językiem, nad którym należy skupić więcej uwagi jest on jednak bardzo ładny i przyjemny w odbiorze.

Ruth Hilton to bardzo młoda postać, która pogubiła się w swoim życiu i planuje je naprawić. Zwiedziona i okryta hańbą, szuka sposobu na dalsze życie. Ciężką pracą i pokorą próbuje odzyskać szacunek innych ludzi. Wspaniale zostało ukazane w tej książce uchybienie moralne Ruth. Znając już tę historię zupełnie nie dziwię się temu, że książka ta nie przyniosła uznania Elizabeth Gaskell. Ogół nie akceptował zachowania, którego dopuściła się Ruth. Dlatego też nie zaakceptował również książki pani Gaskell.

Jednak nie tylko postać Ruth mi się spodobała. Bohaterowie wykreowani przez Elizabeth Gaskell są bardzo charakterystyczni, nie można ich pomylić z żadnymi innymi postaciami. Niektórzy z bohaterów są zabawni, inni czasami straszni, a jeszcze inni mili i po prostu kochani. Mimo tego, że się różnią każdy z nich jest wyjątkowy.

„Ruth” to książka bardzo dobra, wręcz wspaniała! Od pierwszych stron, które przeczytałam czułam, że mi się ona spodoba. Ta książka to nie tylko bohaterowie czy fabuła, ale coś więcej. Powieść ta przynosi bowiem Czytelnikowi nadzieję. Nadzieję na to, że nie wszystko jest od razu stracone bezpowrotnie. Nadzieję na to, że czasami nie warto się poddawać tylko żyć dalej. Nie wszystkim się ta powieść spodoba. Jestem o tym przekonana. Ale chyba warto spróbować, prawda?

„Ruth” Elizabeth Gaskell, wyd. MG 2013, str. 544
Za książki dziękuję wydawnictwu MG.

sobota, 25 maja 2013

127) Łowy


„Jakiż to chłopiec piękny i młody?
Jaka to obok dziewica?
Brzegami sinej Świteziu wody
Idą przy świetle księżyca.”

Tymi słowami zaczyna się ballada Adama Mickiewicza - „Świtezianka”. Znamy dobrze tę historię. Zawsze z wielkim zainteresowaniem interpretowałam ten utwór w szkole, rozmawiałam o nim, analizowałam go (chociaż najczęściej to było najmniej lubiane przeze mnie zajęcie na lekcjach polskiego). Pani Emilia Kiereś – niedawno odkryta przeze mnie autorka, której osoba wiele dla mnie znaczy – napisała wspaniałą książkę o tytule „Łowy”. Opowieść zaczyna się bardzo podobnie do tej Mickiewiczowej ballady…

Mały Franek mieszka razem z bratem Janem w małej chatce. Jest początek XIX wieku. Jan pewnego wieczoru nie wraca do domu. Wszelki słuch o nim ginie. Franek razem z przyjaciółmi postanawia rozwiązać tajemniczą zagadkę. Jednak, aby to zrobić będę musieli zbliżyć się do jeziora. Czy będę mieli odwagę, by to zrobić?

Dzieciństwo to taki cudowny okres, kiedy we wszystko wierzy się dwa razy mocniej. Kiedy każdą, nawet najmniejszą rzecz, przeżywa się dwa razy mocniej. Kiedy czytanie książki sprawia dwa razy większą przyjemność. Jak cudownie jest znowu poczuć się dzieckiem i czytać książki, które tak się przeżywa. To nie to samo, ale jednak jest to cudowne uczucie.

Pani Emilia Kiereś podjęła się trudnego zadania, ale bardzo dobrze udało jej się je wykonać. Otóż, pisze ona językiem, który potrafi zaciekawić Małego Czytelnika (a jest on, jak wiemy, bardzo wymagający) oraz używa archaicznych słów, a wręcz archaicznego języka, który jest nawiązaniem do czasów akcji, czyli początku XIX wieku.

Dorośli znają tę historię. Doskonale wiedzą co się wydarzyło nad jeziorem Świteź. Natomiast dla dzieci „Łowy” są pierwszym (i z pewnością nie ostatnim) spotkaniem z tą balladą. Spotkaniem, które na pewno przynosi wiele uśmiechów, a także niepokoju, wiele emocji. Przygodę dzieci z książką urozmaicą również przepiękne ilustracje wykonane przez autorkę. Te charakterystyczne obrazki nie tylko zachwycają, a także zapadają w pamięć.

Powiecie może: „książka dla dzieci, nie ma sensu jej czytać”. Ja powiem, że warto, naprawdę warto. Może i jest dla dzieci. Ale przecież każdy z nas ma w sobie coś z dziecka. Chce powrócić do dawnych lat. Poczuć smak dzieciństwa. Ta książka jest do tego idealna. A do tego gdzieś tam, w tle widać wspaniałą balladę.

„Łowy” Emilia Kiereś, wyd. Akapit-Press 2012

poniedziałek, 20 maja 2013

Kartka z dziennika: Targi! Książki! Warszawa!


Wczesne przebudzenie się całej rodziny. Szybkie śniadanie oraz poranne pakowanie. Powroty do domu po zapomniane rzeczy. I już! Nareszcie, jedziemy! Prawie trzy godzinna podróż do stolicy, wszyscy zadowoleni, gdyż udało się jeszcze zdrzemnąć godzinkę w samochodzie. A potem zaczynają się prawdziwe emocje. Pierwsze zdenerwowanie, błądzenie po mieście, szukanie Narodowego. I jest! Widać nasz stadion! Parkowanie na wielkim placu, a potem pytanie „Gdzie jest wejście?!”. Kasy i kupowanie biletów. Nareszcie wchodzimy.

Rozglądamy się i wszędzie książki – raj! Oglądanie, przeglądanie, podziwianie, zwiedzanie stanowisk wydawnictw i księgarń. Pierwsze zakupy, torba zaczyna ciążyć mi na ramieniu, podobnie jak siatki z książkami w ręku. Na zegarku: 12.32. Czas na spotkanie! Szybko, na dół! Bieg po schodach na uliczkę antykwariuszy. Jest, widzę! To Weronika. Potem znajdujemy Natalię i Agnieszkę, a następnie dołącza do nas Ola. Jesteśmy wszystkie, czas ruszać na wymianę organizowaną przez Lubimyczytac.

Na początku oddajemy książki, później ustawiamy się w kolejce. Czekamy, czekamy… W końcu można wchodzić na salę. Wyszukiwanie wymarzonych książek. Jest! Schmitt! Świetnie! Potem, nie do wiary, kolejny Schmitt! Ja to mam szczęście… I jeszcze jeden, i kolejny. Mam czterech Schmittów, wspaniale! Udaje mi się jeszcze znaleźć Hołownię, bardzo dobrze, od dawna chciałam przeczytać jakąś książkę tego pana. I niezapomniany komentarz dziewczyny, która sprawdzała ile książek wzięłam ze sobą z wymiany: „Ta Pani zabrała chyba wszystkie książki Schmitta!”.

Potem wyruszamy na spotkanie z panią Emilią Kiereś. Obchodzimy chyba cały stadion, przez pomyłkę na mapie…, ale jesteśmy! I jest podpis na „Łowach”. Potem kolejne zakupy i pierwsze pożegnania. Poszukiwanie stoiska „Bukowego lasu”, kolejne rozstania i powrót do rodzinki. Potem zakup kolejnej książki i czas wracać. Do domu. Do kolejnych nowych książek.

Dziękuję dziewczyny. To był dla mnie niezapomniany czas. I spotykamy się za rok, pamiętajcie!
Oczywiście przywiozłam ze sobą bardzo dużo książek z Warszawy...




"Zapasy z życiem" - Eric-Emmanuel Schmitt - Pierwszy Schmitt, wymiana LC
"Marzycielka z Ostendy" - Eric-Emmanuel Schmitt -Drugi Schmitt, wymiana LC
"Księga o niewidzialnym" - Eric-Emmanuel Schmitt - Trzeci Schmitt, wymiana LC
"Kobieta w lustrze" - Eric-Emmanuel Schmitt - Czwarty Schmitt, wymiana LC
"Kościół dla średnio zaawansowanych" - Szymon Hołownia - Książkę wzięłam ze względu na Kingę, która kiedyś o niej pisała. Zobaczymy czy mi się spodoba., wymiana LC 
"Gwiazd naszych wina" John Green - Nareszcie mam! Ostatnio miałam coraz większe wrażenie, że wszyscy czytali tę książkę oprócz mnie. Jestem ciekawa jaka ona będzie..., wynik zakupów na Targach
"Chustka" - Po prostu chciałam mieć. - również zakupy na Targach
"Poniedziałkowe dzieci" - Patti Smith - Tym razem wszystko przez Mery. Musiałam kupić tę książkę po przeczytaniu jej opinii - zakupy na Targach
"Anna German o sobie" - Mariola Pryzwan - Nie będę oryginalna jeżeli powiem, że to przez serial. Bardzo chcę przeczytać tę książkę ze względu na osobę, o której jest w niej mowa.
"Alicja w Krainie Czarów" - Lewis Carroll - To ta książeczka z boku. Wynik zakupów poczynionych przez moją siostrę na Targach. Śliczne wydanie z ilustracjami Tove Jansson.

...i jeszcze podpis:


Już się nie mogę doczekać kolejnej edycji Targów.

piątek, 17 maja 2013

126) Dziecko Noego


Są takie książki… Są książki, o których bardzo trudno jest pisać. Wzbudzają tyle emocji, tyle uczuć w Czytelniku, że aż ciężko jest je nazwać. Brakuje słów, aby je opisać. Zapadają w pamięć na bardzo długo i przez wiele tygodni, miesięcy, a nawet lat powraca się do nich. Pamiętam dobrze, że takie uczucia towarzyszyły mi książce „Oskar i pani Róża” Erica-Emmanuela Schmitta. Teraz, kiedy przeczytałam kolejną książkę tego autora „Dziecko Noego” po raz kolejny nie wiem od czego zacząć pisanie o tej książce. Ale spróbuję.

Przenosimy się do Belgii, gdzie trwa II wojna światowa. Mały Joseph – żydowski chłopiec -  musi opuścić swoich rodziców. Udaje się do Żółtej Willi, gdzie jest skutecznie ukrywany przed nieprzyjacielem. Dzięki pomocy wielu życzliwych ludzi udaje mu się przeżyć i teraz opowiada nam swoją historię.

Holokaust. II wojna światowa. Jak to musiało wyglądać w oczach dziecka? Wszędzie wokół małego chłopca śmierć, przygnębienie, smutek. Pytania krążące po głowie: po co? Dlaczego? Pytania bez odpowiedzi…  Schmitt w swojej książce „Dziecko Noego” opisuje ówczesną rzeczywistość oczami dziecka. Udaje mu się oddać emocje towarzyszące wojnie w bardzo prosty, wręcz naiwnie dziecięcy sposób. I to jest wspaniałe. To, że autor skupił się na tych niewinnych osobach, które nikomu nie zawiniły. Pokazuje Czytelnikowi okrutność wojny, którą odczuły te małe istoty. I dziecięcą nadzieję na powrót do rodziców, do życia bez ciągłego strachu.  

Wspaniale zostali również ukazani przez Schmitta bohaterowie tej książki. Prawdziwi Bohaterowie, którzy narażając życie ratowali żydowskie dzieci, często im nieznajome. O takich ludziach warto jest pisać. Schmidt wykreował postacie, które na długo zapadną mi w pamięci nie tylko przez swoje ciekawe charaktery, ale również przez odwagę jaką się wykazali. Autor porusza w swojej książce temat religii w czasie wojny. Judaizm i chrześcijaństwo. Chrześcijaństwo i judaizm. Te religie przeplatały się ze sobą podczas całej wojny. Schmitt zmusza Czytelnika do zatrzymania się na chwilę w ciągłym biegu życia i zastanowienia się nad tymi religiami, nad samym sobą.

Z pewnością nie udało mi się oddać wszystkich emocji jakie towarzyszyły mi podczas poznawania historii Josepha. Nie udało mi się również oddać klimatu towarzyszącego książkom Schmitta. Są one wyjątkowe (a przynajmniej te, które poznałam). Chcę Was tylko zachęcić do sięgnięcia po książki tego autora, bo naprawdę warto. Są to powieści, które wnoszą coś do naszego życia, zmuszają do refleksji. Pozostawiają coś po sobie, a nie znikają tak szybko jak się pojawiły. Nie ważne czy to będzie „Oskar i pani Róża”, czy „Dziecko Noego”. Po prostu czytajcie.

„Dziecko Noego” Eric-Emmanuel Schmitt, wyd. Znak 2007

***

Nareszcie jestem. Teraz na blogu powinno dziać się trochę więcej :)