środa, 12 czerwca 2013

130) „Będę żył dziś najlepiej, jak potrafię” („Gwiazd naszych wina” John Green)

Czytałam dużo młodzieżówek. Poczynając od tych dotyczących (bardzo) błahych kłopotów nastolatek, idąc do wampirów, a kończąc na wilkołakach i jeszcze innych dziwnych stworach. Czytałam je i było całkiem przyjemnie. Czas szybciej płynął, nie nudziłam się, mogłam mówić, że czytam o tym co jest modne. To było kiedyś. Teraz jednak jestem inna. Zmieniłam się. Szybko zrozumiałam, że tego typu młodzieżówki nic mi nie dają, że czytając je nic z nich nie wynoszę, a nawet coś zostawiam – a mianowicie cenny czas. Tak, to była strata czasu. Teraz czytam inne książki. Staram się wybierać takie powieści, które coś przekazują, czegoś uczą. Cóż, czasami jednak człowiek chce powrócić do tych modnych powieści. Wszyscy polecali, to przeczytałam. Myślałam, że się zawiodę, że znowu zostanę w miejscu. Okazało się, że się myliłam. „Gwiazd naszych wina” jest bowiem niezwykłą książką.

Nieodłącznym elementem życia siedemnastoletniej Hazel jest aparat tlenowy, którego imię to Philip. Dzięki niemu żyje. Odkąd trzy lata temu zachorowała na raka nie chodzi do szkoły. Siedzi cały czas w domu i ogląda telewizję, bądź czyta książki. Jej rodzice zaczynają podejrzewać, że dziewczyna zapada w depresję. Namawiają ją, aby poszła na spotkanie grupy wsparcia dla chorej młodzieży. Tam poznaje Augustusa, który zmieni całe jej życie. Przed nią niezwykła podróż, podczas której będzie poszukiwać odpowiedzi na najważniejsze pytania: czym są choroba i zdrowie, życie i śmierć, jaki ślad człowiek może zostawić po sobie na świecie.

John Green tą książką podbił moje serce. Naprawdę. Powieść „Gwiazd naszych wina” mnie oczarowała. Jeżeli jego kolejne książki okażą się takie cudowne, to dołączę go do grona moich ulubionych autorów (co nie zdarza się zbyt często, autor musi sobie najpierw zasłużyć). Jestem zachwycona nie tyle samym piórem autora (bo nie jest ono szczególnie dobre, ani wyjątkowe), ale umiejętnością przekazywania emocji i łączenia smutku z radością. Opisuje on zdarzenia przygnębiające, jednak jednocześnie dotyczą one młodzieży, która też żartuje, śmieje się, chce żyć normalnie. John Green wspaniale łączy te, jakże przeciwne uczucia. Jego książkę czyta się przez to z wielką łatwością i przyjemnością.

Historia Hazel jest ściśle powiązane z jej chorobą. Rak to nieodłączna część tej książki. Jednak to właśnie ta choroba ją kształtuje. Bez choroby Hazel nie byłoby tak wspaniałej opowieści. Jest choroba, są i wzruszenia. Zazwyczaj nie płaczę przy książkach. Czasami tylko parę łez spłynie mi po policzku. Tym razem jednak przez ostatnie sto stron nie mogłam powstrzymać potoku łez. Chwilę ochłonęłam, czytam dalej i znowu sięgam po chusteczki. Panie Green, jest pan geniuszem, że potrafi mnie pan tak wzruszyć! Nigdy mi się nie zdarzyło, abym zużyła całą paczkę chusteczek  przy czytaniu książki.

Hazel i Gus to bohaterowie, których historię nieraz będę wspominać. Mimo swojego jakże młodego wieku potrafili rozmawiać o śmierci i życiu. Zadawać bardzo istotne pytania, o których większość z nas w ogóle nie myśli. Pytania te były nieodłączną częścią ich życia. To rak był nieodłączną częścią ich życia. Bohaterowie książki mają jednak dystans do choroby. Mówią o niej tak jakby to było coś zupełnie normalnego. Nie ubolewają nad swoim losem, nie chowają się w domu. Chcą, aby ich życie było, w miarę możliwości, normalne. Jestem pełna podziwu dla ich takiej odwagi i dystansu. Chylę czoła dla ich wytrwałości w walce z chorobą.

Powieść Johna Greena nie jest zwykłą młodzieżówką. Po przeczytaniu jej coś w nas zostaje, coś otrzymujemy od tej książki. Pokazała mi ona jak każdy dzień w moim życiu jest ważny. Uświadomiła mi to, że powinnam każdego dnia dziękować Bogu za to, że jestem zdrowa, a moje największe problemy dotyczą kłótni ze znajomymi, czy też rodziną. Ta książka przynosi z sobą smutek. Jest przygnębiająca, ale jednocześnie daje nam nadzieję. Nadzieję na to, że życie z chorobą nie musi być życiem straconym, że mimo przeciwności losu można być szczęśliwym. „Gwiazd naszych wina” jest jak mocny kopniak – przywraca nas do rzeczywistości i uświadamia jak ważne jest życie. Zmusza do przemyśleń.

„Gwiazd naszych wina” to książka, której ważną częścią jest choroba – rak. Nie wiem czy wypada ona dobrze na tle innych powieści o tej chorobie, ponieważ nie miałam okazji czytać wielu takich powieści. Jednakże chcę ją Wam bardzo serdecznie polecić. Nie jest to zwyczajna książka młodzieżowa. Jest o wiele dojrzalsza. Stawia przed nami trudne pytania. Czasami wzrusza, a niekiedy sprawia, że uśmiech pojawia się na twarzy Czytelnika. Jest wspaniała. Panie Green, dziękuję!

„Gwiazd naszych wina” John Green, wyd. Bukowy Las 2013, tłum. Magda Białoń-Chalecka, str. 310

28 komentarzy:

  1. Mam przeogromną ochotę na tę książkę. Cieszę się, że będę miała okazję przeczytać ją. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na Twoją recenzję w takim razie. Wydaje mi się, że powinna Ci się spodobać. :)

      Usuń
  2. Kurde, mam ochotę na całą serię już ;) Muszę ją dopaść w końcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... serię? Nie słyszałam nigdy o żadnej serii pana Greena...

      Usuń
  3. Przeczytam ją jak tylko będę miała okazję, bo robi szał wśród czytelników :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam tę książkę głównie przez ten "szał", który zrobiła. I jak widać, nie zawiodłam się :)

      Usuń
  4. Teraz tylko coraz bardziej tupię nogami, jak widzę na wszystkich blogach recenzję tej książki i tak pochlebne opinie! Nie mogę się doczekać kiedy wpadnie w moje ręce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klaudio, moja droga, już się tak nie denerwuj tylko czytaj. Zdecydowanie warto. Do biblioteki się wybierz, albo pieniążków poszukaj w portfeliku. Może coś tam znajdziesz. ;) I czytaj, czytaj! :)

      Usuń
  5. Choć po raz n-ty słyszę o tej książce zawsze zapominam, by ją odszukać i przeczytać. A chcę to bardzo zrobić, bo zachęcają mnie te przychylne recenzje na jej temat i fakt faktem coś musi być w tej książce, że spodobała się tak wielu czytelnikom. A przez młodzieżówki chyba każdy musi przejść ;) Ja tam nie żałuję czasu przeznaczonego na tego typu literaturę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś jest w tej książce... Coś przez wielkie C.
      Polecam tę książkę, na pewno Ci się spodoba, droga Emily. :)

      Usuń
  6. Wydaję mi się, że w książce nie jest ważny rak, a walka i normalne życie z nim w własnym ciele. Książka cudowna, która rzeczywiście zmusza do refleksji:)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację. Rak nie jest aż tak istotny. W GNW chodzi o to, że Hazel i Gus chcieli żyć normalnie, jak wszyscy inni nastolatkowie. Jednakże przecież gdyby nie ich choroba taka historia by nie powstała. To rak dyktuje taki, a nie inny styl życia oraz walkę o każdy kolejny dzień.
      Książka jest wspaniała! Jestem pewna, że jeszcze do niej kiedyś wrócę. :)
      Ja również pozdrawiam, droga Madame :)

      Usuń
  7. Strasznie kuszą mnie książki tego autora, muszę je przeczytać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście kuszą. Mnie też skusiły. Przeczytałam i jestem zachwycona. :)

      Usuń
  8. Książka przede mną. Stoi u mnie na półce angielska wersja:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja również uległam modzie na tę książkę i wypożyczyłam ją niedawno z biblioteki. Trochę boję się mierzyć z tak zachwalaną lekturą, ale chcę podjąć to wyzwanie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje odczucia względem tej książki są podobne jak Twoje. Też jestem nią oczarowana i też uważam ją po prostu za wspaniałą! Li i jedynie :D
    Teraz czekam, aż na moim regale pojawią się "Papierowe miasta".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wspaniała książka. A co najważniejsze stawia przed czytelnikiem trudne pytania. Dzięki GNW coś się zmieniło w moim życiu. Trochę inaczej teraz patrzę na świat.
      "Papierowe miasta" :P Muszę je koniecznie mieć na swojej półce! :)

      Usuń
  11. Ja ją dzisiaj skończyłam czytać i szczerze mówiąc mnie aż tak nie poruszyła.. Nie wiem w sumie dlaczego, owszem była bardzo wzruszająca i w ogóle, ale jakoś nie jestem do niej tak przekonana.

    OdpowiedzUsuń
  12. Your way of describing all in this paragraph is in fact pleasant, every one be able to simply be aware of it, Thanks a lot.


    Also visit my site: fiber 2 herbal capsules pm

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeszcze nie czytałam i coraz bardziej tego żałuję, bo to już kolejna pozytywna recenzja. Ja też coraz częściej przekonuję się do ambitniejszych lektur, bo bzdety o wampirach i refleksje o niczym coraz bardziej mnie drażnią.

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudo nad cudami *_* Masz rację, drugiej takiej już zapewne nie będzie!

    OdpowiedzUsuń
  15. mam w planach zakup tak szybko jak to możliwe - w najgorszym wypadku za dwa tygodnie, a mam nadzieję że uda się w niedzielę ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Chyba jestem jedyną osobą na świecie, która nie płakała nad tą książką. Jak dla mnie GNW jest całkiem spoko, ale do mnie nie przemówiła. Nie wiem dlaczego, ale wydawała mi się trochę na początku sztampowa, dopiero koniec wyszedł całkiem interesujący.

    OdpowiedzUsuń
  17. Przeczytałam już tyle pozytywnych recenzji zarówno tej książki jak i samego autora, że postanowiłam jak najszybciej zapoznać się z całym dorobkiem literackim Green'a. Podobno warto, a kto nie ryzykuje ten nie wygrywa, więc.. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądrze powiedziane. :) Ryzykuj, ryzykuj. Jestem pewna, że Ci się spodoba. :)

      Usuń
  18. Świetna recenzja ;)
    Przeczytałam GNW, ale nie podobało mi się tak samo jak Tobie. Owszem, jest to jedna z moich ulubionych i widzę to wszystko, co tu napisałaś, ale jakoś tak... No, nie wzruszyła mnie do łez, historia nie wciągnęła mnie. Ale i tak chętnie przeczytam inne książki autora, bo jednak umie wszystko opisać w taki szczególny sposób.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetna recenzja. Chciałabym przeczytać tę książkę :) Już dłuższy czas na nią poluję.

    OdpowiedzUsuń