sobota, 25 stycznia 2014

A miało być tak przyjemnie... ("Ucieczka znad rozlewiska" Katarzyna Zyskowska-Ignaciak)


Ostatnio często w książkach mowa jest o nieszczęśliwych kobietach, które mieszkając w zatłoczonych miastach postanawiają szukać szczęścia. Okazuje się, że spokój znajdą tylko na prowincji. Przenoszą się więc do pięknego, białego domu, gdzie znajdują swojego księcia z bajki. I tak kończą się te historie – wszyscy są uśmiechnięci i szczęśliwi. Autorka „Ucieczki znad rozlewiska” - Katarzyna Zyskowska-Ignaciak postanowiła wykazać się oryginalnością i nie powielać tego schematu. Czy cel, który sobie wymierzyła, został osiągnięty?

Frania ma dość nudnego i sennego Kazimierza, przewidywalnego narzeczonego i zrzędliwej matki nauczycielki. Kiedy dowiaduje się, że jej siostra nie jest taka idealna jak się zawsze wszystkim wydawało, zaczyna zastanawiać się nad swoim życiem. W ważnym dniu – dniu ślubu – ucieka sprzed ołtarza, w wyniku dogodnej dla niej sytuacji jedzie do Warszawy i tam postanawia rozpocząć nowe życie. Czy w stolicy uda jej się znaleźć szczęście?

Autorka może wykazała się oryginalnością, kiedy zdecydowała się na to, że główna bohaterka jej książki nie ucieknie na prowincję, tylko do wielkiego miasta. Na tym jednak kończy się jej odmienność od innych popularnych obyczajówek. Książka jest bardzo przewidywalna. Czyta się ją szybko, chociaż raczej niczym Czytelnika nie zaskakuje. Najbardziej jednak ubolewam nad językiem jakim została napisana ta powieść. Jest on bardzo prosty, a nawet można powiedzieć - banalny. Możliwe, że dzięki temu książkę czyta się tak szybko, ale jednocześnie traci ona urok towarzyszący tym powieściom, których autor posługuje się lekkim, a także ładnym piórem. To co rzuciło mi się w oczy to również liczne literówki, które pojawiły się „Ucieczce znad rozlewiska”. Przyznam szczerze, że dawno nie spotkałam się z powieścią, w której pojawiłoby się tyle błędów. Co do bohaterów - Franka jest najlepszym przykładem osoby, która grzeszy naiwnością. Na prawdę, podziwiam ją za to, że miała odwagę uciec sprzed ołtarza i rozpocząć nowe życie, ale jej nieporadność i ogólnie, cała jej osoba, doprowadzała mnie niekiedy do szału. Pozostali bohaterowie nie są dla mnie na tyle wyraziści, by warto było o nich wspomnieć w tym tekście.

Książka „Ucieczka znad rozlewiska” może i jest inna, bardziej oryginalna od pozostałych obyczajówek. Jednak nie zmienia to faktu, że jest również bardzo przewidywalna i nieciekawa. Czyta się ją szybko, ale język jakim została napisana nie powala na kolana. Jest to tylko lekka książka na leniwe popołudnie. Chociaż zaznaczam, że zbyt wielkiej radości Wam ta książka nie zapewni. Ja sięgnęłam po nią głównie dlatego, że główna bohaterka mieszka w Kazimierzu Dolnym – miasteczku, które znajduje się niedaleko od mojego miejsca zamieszkania. Poza tym chciałam również trochę się odstresować, sięgnąć po lekturę, która nie wymaga dużego skupienia. No cóż, zawiodłam się.


Ucieczka znad rozlewiska” Katarzyna Zyskowska-Ignaciak, wyd. Nasza Księgarnia 2012, str. 386

4 komentarze:

  1. Nie, obyczajówki to zdecydowanie nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę? A tyle ochów i achów już się o Zyskowskiej-Ignaciak naczytałam, że ciężko policzyć. Tymczasem chyba chwilowo z poznawaniem jej twórczości się wstrzymam ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda. Bo pomysł z "odwróceniem" zazwyczaj wykorzystywanej fabuły był mimo wszystko ciekawy. Mimo wszystko, może kiedyś przeczytam. Albo przynajmniej spróbuję. Nie znam jeszcze tej autorki, a chciałabym się dowiedzieć, jak pisze;)

    OdpowiedzUsuń
  4. W takim razie dobrze, że nie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń