poniedziałek, 20 stycznia 2014

Zbrodnia w czarnomorskim kurorcie ("Czarna lista" Aleksandra Marinina)


Bardzo lubię sięgać po kryminały, ponieważ dostarczają rozrywki, która wymaga od Czytelnika choć odrobiny skupienia i uwagi. A jednocześnie bardzo wciągają i zaskakują. Dużo słyszałam o książkach Aleksandry Marininy – rosyjskiej pisarki – aż w końcu postanowiłam sięgnąć po jej powieści. Podczas jednego z licznych wyjść do biblioteki wzięłam pierwszą, jaka wpadła mi w ręce, książkę tej autorki. Wybór padł na „Czarną listę”, która nie do końca spełniła moje oczekiwania.

Podpułkownik Władisław Stasow razem ze swoją ośmioletnią córeczką Lilą wyjeżdża na wakacje na Krym. W tym samym czasie odbywa się tam festiwal filmowy. W niewyjaśnionych okolicznościach ginie jedna z faworytek do głównej nagrody. Następnie ofiarami stają się również inne osoby. Stasow, mimo niechęci ze strony miejscowej policji, postanawia pomóc w śledztwie. Sytuacja zaczyna się robić poważniejsza, gdy ktoś zastrasza i grozi jego córce.

Już na początku powieści zauważyłam, że autorka nie stara się tylko przedstawić Czytelnikowi zbrodni jaka została popełniona, a także jej okoliczności. Skupia się natomiast również na społeczeństwie czarnomorskiego kurortu, opisuje dokładnie bohaterów. Można powiedzieć, że w książce Marininy zbrodnia przechodzi na drugi plan. Powoduje to, że „Czarna lista” nie jest już jedynie powieścią kryminalną, ale również po części obyczajową.

Główny bohater – Władisław Stasow – a jednocześnie narrator książki, jest postacią, do której przez całą książkę się nie przekonałam. Wydawał mi się on bohaterem nijakim, żadną cechą swojej osobowości mnie nie zainteresował. Zupełnie nie pasuje mi on głównego bohatera książki kryminalnej. Według mnie osoba, która rozwiązuje taką zbrodnię powinna być zupełnie inna. Nie polubiliśmy się ze Stasowem i już. Inaczej ma się sytuacja jeżeli chodzi o pozostałych bohaterów. Lila, czy Tatiana, bardzo mi się spodobały.

„Czarna lista” to powieść ani dobra, ani zła. Czytało mi się ją przyjemnie, jednak nie poczułam tego dreszczu strachu i zachwytu, jak to najczęściej bywa u mnie podczas lektury dobrego kryminału. Przyznam szczerze, że była to chyba moja pierwsza rosyjska książka jaką przeczytałam. Musiałam się przyzwyczaić do nazwisk i nazw rosyjskich, co nie było łatwym zadaniem. Marinina pisze nieźle, choć nie najlepiej. Zbrodnia jaką opisała w swojej książce została ciekawie zaplanowana, takiego zakończenia zupełnie się nie spodziewałam. Niestety wszystkie pozytywne akcenty tej powieści przyćmiewa główny bohater. Moja niezbyt pozytywna opinia o tej książce mnie nie zniechęca. Na półce czeka już kolejna powieść tej rosyjskiej pisarki, tym razem ze znaną Anastazją Kamieńską. Zobaczymy, czy tym razem spodoba mi się powieść Marininy.

Czarna lista” Aleksandra Marinina, wyd. W.A.B. 2010, tłum. Aleksandra Stronka , str. 350

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Grunt to okładka".

13 komentarzy:

  1. Ble, Mery nie przebrnęła. W ogóle, Marinina ma jedną zaletę - Anastazję. A tutaj Anastazji nie ma, więc przeczytałam czterdzieści stron i zapomniałam o tej książce. A w ogóle, tak, niektóre kryminały Marininy mają strasznie rozbudowane tło społeczne inne trochę mniej i bardziej skupiają się na zagadce (Kolacja z zabójcą na przykład), ale to akurat w nich w ogóle mi nie przeszkadza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozbudowane tło społeczne nie jest złe, ale gdy główny bohater zawodzi, sytuacja robi się poważniejsza... Jak na razie Marinina mi nie przypadła do gustu, ale może się to zmieni, gdy przeczytam "Kolację z zabójcą", która już czeka na półce. :)

      Usuń
    2. To udanej lektury życzę! :)

      Usuń
  2. Dobry detektyw o połowa sukcesu kryminału, jak dla mnie. O Marinianie jak na razie nie słyszałam zachwycających opinii, raczej właśnie takie jak twoja, czyli całkiem przeciętne, co mnie nie zachęca do przeczytania jej książek. Wydaję mi się, że ja też nie polubiłabym się ze Stasowem. Pod tym względem jestem bardzo wymagająca :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz zupełną rację! Niestety tym razem główny bohater mnie zawiódł i to bardzo. Dam Marininie jeszcze jedną szansę, może w następnej książce będzie inaczej. :)

      Usuń
  3. Wydaje się, być fajną i ciekawą pozycją po przeczytaniu Twojej recenzji! Pierwszy raz się z nia spotykam, więc bardzo chętnie po nią sięgnę! :3
    Pozdrawiam
    + zapraszam do siebie <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że powieść z Anastazją w roli głównej rzeczywiście bardziej Ci się spodoba;) Tej książki Marininy nie czytałam, więc nie mogę się odnieść do Twojej opinii.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ile kryminału jest w kryminale? Wychodzi na to, że za mało :( Więc ja chyba sobie odpuszczę, ale nie wykluczam zapoznania się z tą autorką w innej scenerii :)

    Zmieniłam adres bloga na: zrecenzowana.blogspot.com (wcześniej Marcepankowy Świat Książek) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście kryminału jest dosyć mało, ale mi to szczególnie nie przeszkadzało. :) Od czasu do czasu mogę przeczytać książkę, a której jest więcej z obyczajówki. :)

      Usuń
  6. Okładka nie wiem czemu, ale mnie odstrasza:/ Kryminały też bardzo lubię, a najbardziej takie połączone z innym gatunkiem, fantasy+kryminał= love forever <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, okładka do najśliczniejszych nie należy. :)
      Ja za takim połączeniem raczej nie przepadam...

      Usuń
  7. Średnio mam na nią chęć, jak jest przeciętna, ale może w dalszej przyszłości..kto wie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię kryminały, ale o tej autorce nie słyszałam. Przyjrzę się całej twórczości pisarki i może coś znajdę dla siebie. Ostatnio rzadko mi się zdarza wybrać w bibliotece jakąś przypadkową książkę.

    OdpowiedzUsuń